Uzasadnienie
stanowiska PTI
w sprawie patentowalności oprogramowania
Przedstawione stanowisko Polskiego
Towarzystwa Informatycznego zdecydowanie i bezkompromisowo odrzuca koncepcję
potocznie zwaną patentowaniem oprogramowania. Stanowisko takie zostało
wypracowane w kilkumiesięcznej dyskusji informatyków zrzeszonych i
niezrzeszonych reprezentujących własne wolne opinie jako ludzi, dla których
informatyka jest głównym rodzajem osobistej aktywności. Dyskusja ta skupiała się
w oczywisty sposób na takim, osobistym podejściu do problemu, aczkolwiek
pojawiały się w niej rozważania o aspektach ekonomicznych, prawnych i
politycznych, co spowodowało, że ogólnej opinii dyskutantów nie można określić
jako absolutnej jednomyślności w odrzuceniu idei patentowania oprogramowania, a
jako zdecydowaną przewagę takiego poglądu.
Wyrażając takie stanowisko
uzasadniamy je poniższymi argumentami:
- PTI od chwili powstania w 1980 r.
było aktywnym, konsekwentnym i nieomalże osamotnionym zwolennikiem ochrony praw
własności intelektualnej i twórczej. W całkowicie niesprzyjających temu
warunkach poprzedniego ustroju otwarcie głosiło konieczność i nieuchronność
objęcia w Polsce oprogramowania – obcego i rodzimego, ochroną prawną.
Wprowadzenie, wprawdzie z pewna zwłoką i w postaci dość osobliwej konstrukcji
dołączenia oprogramowania do szeregu przejawów aktywności artystycznej jako
przedmiotów prawa autorskiego, zostało przyjęte jako sprawa oczywista, i też
jako potwierdzenie słuszności naszych zabiegów. Okres stosowania tego prawa
upoważnia do stwierdzenia, że jest to uregulowanie - na poziomie werbalnych ocen
etycznych - powszechnie akceptowane, że uregulowanie to jest sprawne,
zabezpiecza interesy zaangażowanych stron, nie jest też jakimkolwiek elementem
hamującym aktywność, zmiany czy rozwój. Pozwala to stwierdzić, że obecna ochrona
oprogramowania w Polsce tworzy swego rodzaju stan równowagi. W układzie takim
funkcjonuje, w zgodzie z prawem coraz ważniejsze zjawisko, nie tyle
technologiczne ile społeczne, w postaci oprogramowania z otwartym kodem. Stan
taki zapewne ma miejsce również i w krajach, w których forsowane jest siłą
faktów dokonanych wykorzystywanie uregulowań prawnych i dopuszczanie do
patentowania oprogramowania.
- W powyższej kwestii PTI stało na
pozycji nadrzędności norm etycznych oraz dostrzegało, że w dłuższej perspektywie
ochrona oprogramowania będzie korzystna społecznie i ekonomicznie, co jest już
bezsprzecznym faktem. Dlatego PTI nie tylko może, ale ma prawo posiadać mandat
podmiotu bezstronnego. Może więc sprzeciwiać się – na pierwszy rzut oka –
analogicznej regulacji: potrzebna jest (kolejna) ochrona prawna, i jest ona
korzystna ekonomicznie. Tożsamość takiej konstrukcji jest jednak fałszywa, gdyż
o ile w pierwszym przypadku korzyść była prawdziwa zarówno społecznie (czyli w
odniesieniu do ogółu podmiotów indywidualnych) jak i ekonomicznie (czyli w
odniesieniu do ogółu podmiotów gospodarczych), to w drugim przypadku dane
uregulowanie będzie korzystne tylko ekonomicznie, i tylko w odniesieniu do
nieznacznego ułamka podmiotów gospodarczych, tych największych.
- Rozwijając powyższe kwestie - stan
równowagi, z ochroną oprogramowania, ale bez patentów na oprogramowanie,
funkcjonujący poza Polską znacznie dłużej, nie tylko nie zahamował rozwoju, a
wręcz generował obroty i zyski całej branży informatycznej. Oczywistym dowodem
jest wycena rynkowa najbardziej widocznych firm światowych jak Microsoft, IBM,
HP i wielu innych. Z całą mocą należy podkreślić, że do wspomnianych obrotów i
zysków przyczynił się i przyczynia rynek Polski i szereg krajów ościennych. Taka
równowaga, jak każda równowaga mogąca stać się stagnacją prowadząca do
degeneracji, z perspektywy historycznej będzie oceniana jako rewolucja
cywilizacyjna, niezwykle szybkie i burzliwe „uzbrojenie” się ludzkości w
nieznane do tej pory narzędzia – urządzenia, maszyny, media, i rozpoczęcie
oferowania i wykorzystywania w niespotykanej skali związanych z nimi usług.
Symptomatyczne jest to, że zapewne za decydujący stymulator tej ewolucji będzie
mógł być uznany fakt ujawnienia przez firmę IBM specyfikacji komputera
osobistego (PC), czyli de facto uczynienia z niej dobra ogólnoludzkiego,
a więc działania diametralnie przeciwnego patentowaniu. Za działanie takie
należy się firmie IBM miano „korporacji przyjaznej cywilizacji”, chociaż w
krótkim okresie nie przyniosło jej to korzyści, natomiast uczyniło
beneficjentem świeżo powstałą firmę Microsoft i wiele innych. Warto w tym
miejscu jeszcze raz powiedzieć – nie mnóżmy bytów ponad potrzebę.
- Określony powyżej stan równowagi, w
naszym przekonaniu niewymagający burzenia drogą narzucania państwowych lub
międzypaństwowych uregulowań prawnych lub forsowanego naginania prawa
istniejącego, oczywiście nie będzie wieczny. Wnikliwa obserwacja pozwala
stwierdzić, że istniejący stan równowagi jest jednocześnie okresem powolnego
przesuwania się środka ciężkości, a jednocześnie wartości jednostkowej, już nie
ze sprzętu na oprogramowanie, ale z oprogramowania na usługi. W przypadku
sprzętu symptomatyczny jest przykład poziomu cen na standardowy komputer PC. O
ile przez dłuższy czas koszt nowego egzemplarza w standardowej konfiguracji
wahał się w okolicach równowartości 1.000 $, to obecnie jest to poziom 350 $.
Zaobserwowany proces rosnącego znaczenia usług (informatycznych i
towarzyszących) napotyka przeciwdziałanie w postaci prób patentowania
oprogramowania realizowanej w co najmniej dwóch postaciach. Pierwszym jest -
zapewne pozbawione świadomej chęci hamowania rozwoju cywilizacyjnego - działanie
w myśl zasady „a nuż się uda”, prowadzące przy pobłażliwej i w zasadzie
humorystycznej polityce urzędów patentowych głównie w USA, do absurdalnego
zjawiska patentowania pomysłów i idei w celu uzyskiwania profitów nienależnych
zgłaszającemu. Sprawa jest powszechnie znana, często i z lubością omawiana,
faktycznie stanowi zagrożenie paraliżem osobistej działalności na niewielka
skalę ogromnej rzeszy informatyków jak i niewielkich firm. Jest też oczywistym
argumentem przeciwko idei patentowania oprogramowania. Drugą postacią jest już
niewątpliwie świadome działanie wielkich, międzynarodowych przedsiębiorstw
informatycznych, spowodowane wskazanym wyżej przesuwaniem się środka ciężkości w
stronę usług, oczekiwanym spadkiem jednostkowych wartości oprogramowania, także
w wyniku istnienia oprogramowania z otwartym kodem. Działanie to ma na celu
utrzymywanie, lub co najmniej zakonserwowanie wolumenu obrotów i zysków z
oprogramowania. Jest też skierowane, jak w pierwszym przypadku – przeciwko
osobistej działalności na niewielką skalę indywidualnych informatyków jak i
niewielkich firm. Ponadto obserwujemy, że wprowadzenie podobnych zapisów przed
kilku laty w prawodawstwie amerykańskim, nie spowodowało żadnych wymiernych
efektów gospodarczych, gdyż w większości przypadków ochrona patentowa idei,
ze względu na obiektywne trudności w jej formalnym zapisie, jest fikcją.
Sytuację taką Polskie Towarzystwo Informatyczne, mające wyartykułowaną w
statucie misje społeczną, musi ocenić jednoznacznie jako – i społecznie, i w
dłuższym okresie ekonomicznie, i wreszcie cywilizacyjnie – szkodliwą, i
stanowczą przeciw niej oponować. Patenty na rozwiązania komputerowe staną się
przeszkoda na drodze postępu naukowego i technicznego, a nawet mogą zagrozić
wolności wypowiedzi.
- Warto rozwinąć powyższe wywody w
kierunku pewnej wizji związanej z przywołanym wcześniej pojęciem rewolucji .
Staje się ona niematerialną emanacją ludzkiego rozumu skierowaną na zaspokajanie
potrzeb, czyli faktycznie tego, co niesie i posiada wartość. W takim układzie
sprzęt, stając się powszechnym dobrem, zachowa wszystkie cechy obiektów
materialnych, chronionych zwyczajami (nie kradnij), prawem (w tym patentowym –
nie kopiuj) z dość łatwą prewencją naruszeń i ich ściganiem. Oprogramowanie
natomiast powinno wyewoluować w kierunku określanym przez otwarty kod, co uczyni
zbędnym jego ochronę, mimo wszystko dość problematyczną ze względu na bajecznie
łatwe zarówno powielanie jak i ukrywanie tego. Usługom wystarczy już dzisiaj
starożytna ochrona zapłaty zwyczajami i prawem. Samych usług jako raz
zaistniałych nie da się kopiować, choć oczywiście można będzie nabywać
umiejętności ich świadczenia w drodze mniej lub bardziej długotrwałego uczenia
się, czyli zdobywania wiedzy. Wobec powyższej wizji pomysł patentowania
oprogramowania obiektywnie jest skierowany na zablokowanie takiej struktury
trzech elementów. W razie jednak wprowadzenia tego rozwiązania kolejnym z
jego efektów będzie wielka potrzeba prewencji i ścigania naruszeń, z pewnością
mało skuteczna, co spowoduje ciągły, nieproduktywny wzrost kosztów takiej
ochrony. Wobec takiej wizji cywilizacyjnej również wypada zdecydowanie
zaprotestować.
- Kwestie dotyczące kolizji interesów
w przypadku polskich informatycznych podmiotów nie jest bezpośrednio w gestii
PTI, ale tym niemniej warto zwrócić uwagę, że gros takich firm to
przedsiębiorstwa niewielkie. W znakomitej większości korzystają one wyłącznie z
niezbędnych narzędzi objętych komercyjnymi licencjami chronionymi prawem
autorskim, a w wielu przypadkach dodatkowo zabezpieczonych technologiczne – jak
na przykład uciążliwy i mało elastyczny serwis licencjonowania usług
terminalowych w systemie MS Windows 2000/2003 podnoszący koszty świadczenia
Informatycznej Obsługi Zewnętrznej (outsourcingu). Bez wątpienia podmioty
te potwierdzą, że obecne rozwiązanie w postaci prawa autorskiego z możliwym
dopełnianiem restrykcji technologicznych, całkowicie i nadzwyczaj korzystnie
finansowo zabezpiecza interesy największych dostawców oprogramowania na rynek
polski, i że wprowadzenie dodatkowego mechanizmu w obszarze podstawowych
produktów informatycznych skutkującego wprowadzeniem dodatkowych opłat
ewidentnie ma na celu ochronę interesu jedynie dostawców, a nie odbiorców
końcowych, lub pośrednich zapewniających usługowe wartości dodane, i w dłuższej
perspektywie prowadzi do tłumienia rozwoju usług informatycznych. Ostatnie
zagrożenie jest szkodliwe szczególnie dla firm polskich, mających bardzo duże
szanse w dostarczaniu usług, a zdecydowanie mniejsze, choć oczywiście nie można
powiedzieć że żadne, w obszarze potencjalnie „patentowalnym”, czyli podstawowych
produktów informatycznych, jak systemy operacyjne, narzędziowe i użytkowe. Takie
spostrzeżenie kolejny raz wymaga wyrażenia protestu wobec koncepcji patentowania
oprogramowania.
- Uważamy również, że niekonkretne,
zbyt ogólne zapisy projektu dyrektywy, pozostawiają wiele niejasności co do
samego przedmiotu patentowania i dają zbyt wielkie możliwości ich interpretacji.
Projekt dyrektywy jest wprawdzie bardzo zwięzły, ale też zagmatwany i w wielu
miejscach sprzeczny. Na wielu sprawia to wrażenie jakby jej autorzy sami do
końca nie byli przekonani do tej konstrukcji. Wprawdzie jest to spowodowane inna
przyczyną – proceduralną pragmatyką tworzenia aktów normatywnych w Unii
Europejskiej, tym niemniej skutek jest nadzwyczaj niedobry. Jest w niej
wprowadzenie mówiące o usuwaniu zakłóceń w konkurowaniu, tworzeniu klimatu dla
innowacji i popieraniu handlu wewnętrznego (internal market) – ale nie
wiadomo co z wymianą międzynarodową (do USA/Japonii?). Dalej mamy odniesienia do
decydującego o patentowalności kontekstu zastosowania przemysłowego,
technicznego charakteru i technologii oraz technicznego wkładu na najwyższym
współcześnie poziomie, do tego, że programy i algorytmy razem z odkryciami,
teoriami naukowymi, itd. są wyłączone z patentowalności, same programy zaś mają
ochronę prawa autorskimi (a z kolei że idee i zasady w programach takiej ochrony
nie maja). Jeszcze dalej wprowadzenie określa, że procedury lub sekwencje
działań wykonywanych w powiązaniu z komputerami tworzą techniczny wkład na
najwyższym poziomie sztuki, a więc ustanawia to patentowalność wynalazku (jako
sekwencji działań?), tym niemniej komputerowe zastosowania metod biznesowych lub
metody przetwarzania danych nie tworzą patentowalności wynalazku (znowu gdzie
ten wynalazek?). Sam wniosek patentowy musi mieć odniesienie co najmniej do
produktu w postaci zaprogramowanego aparatu lub procesu w takim aparacie. A
dalej już w części zasadniczej wynalazek zastosowany informatycznie oznacza
dowolny wynalazek wymagający użycia komputera (i in.) oraz taki, którego jedna
lub więcej właściwości jest realizowana częściowo lub w części przez program
komputerowy, aczkolwiek wynalazek musi mieć zastosowania przemysłowe, musi być
nowy i także musi prezentować innowacyjny poziom tworzący wkład techniczny. Tym
niemniej samo użycie komputera nie tworzy wkładu technicznego, jak też
tajemnicze normalne (zwyczajne) fizyczne (?) współdziałanie pomiędzy programem i
komputerem. Powyższe rozważania prowadzą do wniosku, że pomysł możliwości
patentowania oprogramowania i wyłączenia z tej możliwości idei oraz odkryć
naukowych implikuje wykonalność rozróżniania oprogramowania od idei i odkryć
naukowych, a na gruncie obecnego stanu wiedzy założenie jest całkowicie
fałszywe. Bez zbytniego wgłębiania się w dociekania warto jedynie wspomnieć o
tym, że według platońskiej wizji świata idee istnieją obiektywnie, a więc są
niepatentowalne, natomiast według oponentów idee są tworzone przez ludzi, czyli
mogą być patentowane. Podsumowując – z fundamentalnych powodów
filozoficznych, matematycznych i technicznych nie będzie możliwe ostateczne
rozstrzygniecie, czy pewne rozwiązania komputerowe są patentowalne czy nie, a to
może ograniczyć stosowalność prawa patentowania rozwiązań komputerowych. Może
też być powodem niespójności i niejednoznaczności w jego interpretacji i
implementacji. Jest to kolejny powód upoważniający PTI do zdecydowanego wniosku
odrzucenia pomysłu.
Komisja specjalna
PTI ds. patentowania oprogramowania
dr inż. Janusz
Dorożyński, prof. Maciej Drozdowski, mgr inż. Piotr Fuglewicz, Sergiusz
Pawłowicz
Poznań,
luty 2002 - Bydgoszcz, styczeń 2008